Wszyscy jesteśmy ogrodnikami

14 kwietnia, 2021
Dagmara Strzygocka - Felietony o ludziach, świecie i innych zjawiskach

Dzisiaj dla nas wszystkich, abyśmy nie poprzestali tylko na przesadzaniu i leżeniu. Weźcie sobie z tego, co tam komu potrzebne, wszystko, trochę albo nic. Lajkujcie, udostępniajcie, siejcie, a może będą owoce. Pięknego celebrowania wiosny życzę😀😀😀

Wszyscy jesteśmy ogrodnikami

Wiosna nadeszła, nawet gdybyśmy chcieli udawać, że tak nie jest, a przecież nikt nie chce. Pierwotny zew z głębi naszych trzewi każe nam ruszać w plener na działki, do ogródków, gdzie kto może, byle bliżej przyrody. Moi dziadkowie mieli działkę taki RODOS, czyli rodzinne ogródki działkowe ogrodzone siatką. Obsadzoną dokoła krzakami porzeczek w różnych kolorach i takimż różnokolorowym agrestem. W środku jak to na RODOS grządki – w tym ta z fasolką szparagową, w której mieszkały żaby ( boję się żab), klomby, trawniczek z hamakiem, domek, kompost, na którym czasami opalały się zaskrońce itp. Zatęskniliście do takiej sielanki? Otóż wizyty na owej działce jawiły mi się jako coś mało atrakcyjnego, albowiem myli się ten, kto myśli, że pobyt na działce polega na bujaniu się w hamaku albo leżeniu na trawie. Otóż nie! Działkę trzeba uprawiać! Kopać, siać, plewić, grabić, nawozić, zbierać, przetwarzać, wekować i tak w kółko. Nigdy nie miałam nabożeństwa do grzebania w ziemi. Jedyną – z punktu widzenia świata – moją pożyteczną działalnością było zbieranie porzeczek. Pewnie mylicie, że za free – a gdzież tam, dziadek mi płacił za każde uzbierane wiaderko, a że nabożeństwa do upierdliwej, długotrwałej pracy nie miałam równie jak do grzebania w ziemi, majątku się nie dorobiłam na tych porzeczkach. No nie jest całkiem tak, że było tylko źle. Lubiłam podlewać. Stałam sobie z długaśnym ogrodowym wężem i podlewałam wszystko co się znalazło w zasięgu strumienia wody, głównie siebie i własne buty. Tak podlewanie było przyjemne. Lubiłam też jeść – maliny, porzeczki, zielony groszek, kalarepkę, marchewkę, truskawki, poziomki i co tam jeszcze się jadalnego na naszej działce urodziło. Wszyscy jesteśmy ogrodnikami, bo uprawiamy. Uprawiam jogę i mindfulness – chwali się moja koleżanka, która ostatnio na zajęciach onlajnowych była miesiąc temu, uprawiam żeglarstwo – mówi mój przyjaciel, który na łódce był ostatnio dwa lata temu, uprawiam jogging – twierdzi sąsiadka, która biega raz na trzy miesiące, uprawiam seks – wyznaje facet, który swojej partnerki dotykał ostatnio z miesiąc temu i takie tam. Mam takie wrażenie, że żyjemy w jakiejś wyrazowej mistyfikacji. Wydaje nam się mianowicie, że jeśli powiemy iż coś uprawiamy, to z automatu jesteśmy tymi bardzo zaangażowanymi, co to wkładają cały swój czas i energię w owo uprawianie. Z iloma rzeczami w życiu tak mamy? Jak się miewają nasze relacje? Czy faktycznie przygotowujemy glebę przed zasiewem, pielęgnujemy w okresie wzrostu i rozwoju, czy tylko o tym gadamy i liczymy, że jakoś samo się ułoży, albo, że inni o to zadbają? Czy zajmujemy się czymś, siejemy, plewimy, podlewamy, zbieramy, wekujemy i tak w kółko, czy tylko patrzymy jakby tu sobie poleżeć w cieniu? A z relacjami jest jak z tą działką, trzeba pogrzebać w ziemi, żeby potem móc jeść. Owocnych przemyśleń wam życzę.

Nie czekaj dłużej. Zacznij wytyczać własną ścieżkę już dziś!

Skontaktuj się ze mną!

10 + 2 =