Historia balonika

5 maja, 2021
Dagmara Strzygocka - Felietony o ludziach, świecie i innych zjawiskach

Dzisiaj wszystkim tym, którzy zaciskają zęby – przynajmniej od czasu do czasu. Weźcie sobie z tego co potrzebujecie. Ślijcie w świat, komentujcie i lajkujcie.🙂Dobrego dnia wam życzę.😃

Historia balonika

To miał być z różnych względów wyjątkowy dzień. Szykowałam się do niego od jakiegoś czasu, polubiłam wydarzenie na FB, czekałam z ekscytacją aż nadejdzie, no i co? No i kompletnie o nim zapomniałam. Zajęłam się czymś innym – równie przyjemnym spędzaniem wolnego czasu. Na szczęście gdzieś w połowie ponad dziesięciogodzinnej audycji radiowej, na którą tak czekałam, olśniło mnie, że to dziś. Wściekłam się na siebie, za zapominalstwo! Sama na siebie pokrzyczałam, że ominęło mnie prawie pięćdziesiąt super utworów! Nafukałam się i nabzdyczyłam, dzięki bogom i innym czynnikom nadprzyrodzonym na krótko. Kiedy słucha się najlepszych – zdaniem tysięcy ludzi – stu polskich piosenek z ostatniego chyba pięćdziesięciolecia, to jest trochę tak, jakby całe życie przeleciało człowiekowi przed oczami. Na pewno każdy znalazł tam piosenkę, która wywołała wspomnienia i związane z nimi emocje. Na pewno każdy się wzruszył, a może i sobie popłakał. Ja owszem z pięć razy pochlipałam, a na koniec zwyłam się jak bóbr. I wiecie co? To były silne emocje, a jednak za wszelką cenę starałam się je tłumić, no bo jakoś tak głupio publicznie płakać – nawet przy najbliższych. Kto wyje na głos w kinie ręka do góry? Sądzę, że więcej będzie takich, co usiłują dyskretnie smarkać pod fotelem. Pomyślałam sobie, że wszyscy mamy problem z okazywaniem emocji, szczególnie przy ludziach. Niechętnie przyznajemy się do wzruszenia, żalu, rozpaczy czy złości. Płacz kojarzy nam się z czymś wyjątkowo intymnym. Popłakać możemy sobie gdzieś w kątku, na osobności, tak żeby nikt nie widział. Zupełnie jakby to, że płaczemy, że jesteśmy zdolni do wzruszenia i silnych emocji odkrywało nasz szczenięcy miękki brzuszek i czyniło nas słabymi w oczach świata. Mój nadworny stomatolog mówi, że współczesną chorobą jest „ zjadanie zębów”, moja zaprzyjaźniona rehabilitantka dodaje, że ludzie nie potrafią szeroko otworzyć ust, tak mają na stałe napięte mięśnie szczęki. Boimy się złości i mówimy, że jest zła, więc należy ją tłumić (daj spokój, zaciśnij zęby i idź dalej). Boimy się wzruszenia, bo demaskuje naszą słabość, więc zaciskamy zęby i przełykamy gulę w gardle. Nie jesteśmy nauczeni przyjmować i w pełni przeżywać emocji. Nikt nam nie powiedział jak to robić, a więc boimy się tego, co nieznane i wolimy unikać. A emocji, życia z nimi i bezpiecznego dla nas sposobu ich okazywania trzeba się po prostu nauczyć. Trzeba się nauczyć kiedy odkręcić wentyl i jak robić to stopniowo, żeby siła odrzutu nie poniosła nas w niechciane rejony. Sądzę, że bez tego będziemy jak ten balonik, co to go każdy zna z przedszkola. Rósł duży i okrąglutki, rósł, że aż strach, przebrał miarę, no i trach! Owocnych przemyśleń wam życzę.

Nie czekaj dłużej. Zacznij wytyczać własną ścieżkę już dziś!

Skontaktuj się ze mną!

15 + 1 =